Leosz Dworski: Najtrudniej pozbyć się staroświeckiego myślenia

Pierwszy ul Leosz Dworski dostał w wieku dziewięciu lat od swojego ojca. Dzisiaj ma około 40 rodzin. W czasie kilku dziesięcioleci pszczelarzenia przeszedł długą drogę: od klasycznego, aż po dzisiejsze alternatywne podejście. Wiele nasłuchał się z tego powodu od pszczelarzy, ale postanowił pójść własną drogą i przywrócić pszczołom przynajmniej część z tego, co ludzie im zabrali. Przed trzema laty (w 2012 r. - przyp. tłum.) założył organizację Sance Pro Vcely (Szansa dla pszczół), którego motto brzmi: możemy, bo chcemy.


Pszczelarz Leosz Dworski nie tylko dużo myśli o pszczołach, ale także dużo robi dla pszczół. Jego podejście do hodowli opiera się na kilku podstawowych zasadach: gospodarka na zapasach miodowych, bez używania węzy, bez nadmiernego nieproporcjonalnego obciążenia środkami chemicznymi oraz z uwzględnieniem naturalnego cyklu rozwoju rodziny pszczelej.

Nie chcę żeby pszczoły głodowały.
W naturze pszczoły zawsze przeżywały zimę na zapasach miodu, które same wytworzyły. Niestety człowiek wymyślił, że może zwiększyć wydajność produkcji miodu, zastępując pokarm (zapasy miodowe) cukrem. „Wcześniej pszczelarze odbierali nadwyżki miodu raz do roku, w typowym w Czechach okresie przed Wielkanocą” – wyjaśnia pan Dworski, dodając, że zimowlę na cukrze praktykuje się od lat '30 minionego stulecia. To znaczy, odkąd cukier stał się tańszy niż miód. Do tego czasu zapasy miodu pozostawiano w ulach. "Miód dla pszczół jest pokarmem kompleksowym, zawiera na przykład enzymy i minerały. Kiedy miód zastępowany jest cukrem, pszczoły krócej żyją i stają się podatniejsze na choroby."

Foto: Eva Zahradnická
Leosz Dworski hoduje pszczoły wyłącznie na miodzie od 1992 roku. "Wszyscy mieli mnie za głupca." W swojej gospodarce wprowadził tzw. miodowe komory. Zapewniają one pszczołom zapasy miodu przez cały rok. Sceptyczni koledzy pana Dworskiego twierdzili, że z tego powodu musi mieć mniej miodu. „Wszyscy liczą tylko na to, co mogą zaoszczędzić, ale nie liczą tego, co mogą zyskać. Policzyłem, że pszczoły w zimie zużyją o jedną trzecią zapasów mniej, niż gdyby zimowały na cukrze." A jaka jest wydajność produkcji miodu pszczół hodowanych na miodzie? Dworski twierdzi, że gdy sezon jest słaby (poniżej średniej) to z miodem jest gorzej. Podczas zwyczajnego sezonu, jest podobnie jak u pszczół karmionych cukrem. Natomiast kiedy rok jest powyżej średniej to ma wielokrotnie więcej miodu.

Leosz Dworski przyznaje, że pierwsze lata przechodzenia na zapasy miodowe niektóre pszczoły znosiły gorzej. W takich rodzinach pojawiał się większy osyp po zimie. Te rodziny te były eliminowane z dalszej hodowli, a matki hodowane tylko z tych, które znosiły to lepiej. Po jakimś czasie populacja się ustabilizowała.

Około czterech lat temu zgodził się, aby jego pszczoły stały się częścią badań dr Dubna nad pałeczkami kwasu mlekowego u pszczół. Dzięki tym badaniom odkryto kilkadziesiąt nowych szczepów Lactobacillus. Ale dodatkowo podczas badań okazało się, że pszczoły Dworskiego, żyły przez półtora miesiąca, natomiast pszczoły karmione cukrem dostały po tygodniu biegunkę i zmarły. "Widać różnicę w witalności pszczół dzięki zachowaniu ich naturalnej diety. Starzy pszczelarze twierdzili, że pszczoły wytwarzają miód, a miód tworzy pszczoły. Wielu ludzi już próbuje pszczelarzyć na miodzie” - podsumowuje pozytywnie Dworski.

Pszczoła ma własną wizję przestrzeni
„Kiedyś pszczoły całą zabudowę tworzyły same, w gniazdach nie było żadnej wskazówki, żadnej snozy. Dzisiaj układamy pszczołom plastry na zimną lub na ciepłą zabudowę. Wcześniej pszczoły decydowały samodzielnie. Wyprostowaliśmy im plastry i ustaliliśmy odległość między nimi. To zmienia regulację termiczną, powietrze inaczej cyrkuluje. Architektura ula ma swoje własne zasady, pszczelarze dzisiaj tego nie dostrzegają," - wylicza listę ludzkich ingerencji w życie rodziny pszczelej. On sam nie określa swoim pszczołom, jak powinna wyglądać ich praca, bo pszczoła ma wizję, co do każdej przestrzeni do której wchodzi.

Człowiek posunął się jeszcze dalej w ingerencji w naturalne środowisko pszczół i zaczął sam budować plastry. Zrobił węzę z wosku, a w nich tej samej wielkości sześciokątne komórki. Obiecywał sobie od tego momentu wyższe zbiory miodu, ponieważ w ulu miały być tylko robotnice. Faktu, że pszczoły same dla siebie budowały komórki o różnej wielkości, już nie zaobserwował. „Komórki do składowania miodu mają inne nachylenie, inna jest też szerokość odstępu pomiędzy plastrami” - wyjaśnia pan Dworski. "Plastry są niezwykle ważne dla pszczół, pszczoły żyją na nich przez całe życie. Są dla nich trochę tym czym szkielet dla ludzi".

Ule bez węzy zaczął po raz pierwszy testować w 1996 roku. Od 2005 roku nie używa węzy w żadnym ulu. Pszczelarze, którzy zaczynali gospodarzyć według jego schematu, często z pewną dozą nieufności, twierdzili: "Ale one mi tam budują na trutnia”. Na to Pan Dworski odpowiadał: "A wiesz dlaczego? Ponieważ ich tam nie mają." Co najmniej dziesięć procent zabudowy w ulu powinno być na trutnia. Leosz Dworski jest przekonany, że "struktura pracy kolonii w naturze rządzi się innymi prawami, niż pszczelarskie pragnienie, aby cała zabudowa była taka sama, najlepiej bez trutni."

"To już się przyjęło, wielu ludzi już to robi. Nazywamy to wolną zabudową. Jestem uradowany z tego powodu” - Dworski wylicza kolejny sukces.

Niech natura wytworzy harmonię
Pszczelarz Dworski chciałby hodować szczególnie te rodziny, które są w stanie przetrwać samodzielnie bez leków chemicznych. Teraz w małej części pasieki próbuje puścić rodziny tak, aby walczyły z chorobą na własną rękę. "Oczywiście czasami przyjdą chwile, kiedy trzeba interweniować, ale najlepsze pszczoły już tego nie potrzebują."

Dziś pszczoła jest przede wszystkim zwierzęciem hodowlanym, więc jest to kwestia rentowności pasieki. Człowiek zaczął lekceważyć prawa natury i znacząco pomagać pszczołom. Jak jest potrzeba podaje cukier. Kiedy atakuje pasożyt zaczyna natychmiast leczyć. Według słów Dworskiego, żadne rodziny pszczele na wolności nie były leczone, a mimo to przeżywały, często z ponadprzeciętnymi zapasami. W naturze przebiegała selekcja naturalna, ale człowiek swoimi metodami leczenia faktycznie ją usunął. „Teraz bazujemy na pszczołach, które całą tą obróbkę chemiczną już przeżyły. Wygląda to jak trawnik koszony kosiarką do trawy. Wszystkie zostały ujednolicone, nie widać już różnicy. Nie jest to ani dobre ani złe". Dworski wyjaśnia swoje stanowisko i kontynuuje: „Przestaliśmy postrzegać pszczoły jako dzikie stworzenia.”

Gdy pszczelarz stosuje chemię do leczenia pszczół, jest przekonany, że cała ta jego „troska” zaczyna się sprawdzać. Wspomina na przykład o syndromie znikania pszczół i wylicza lata, w których padło w Czechach najwięcej rodzin. "Lata 1976, 1996, 2002, 2003 w całej Europie, 2007 - 30% kolonii pszczół w Czechach i odpowiednio 80% - Brno i okolice, Południowe Morawy." Zeszłej jesieni odnotowano wielką śmiertelność rodzin pszczelich w Czechach.

„Wcześniej do niszczenia roztoczy używano Taktic'u. To jest substancja, którą używa się do odwszawiania bydła.” Dziś stosuje się na przykład preparaty Varidol lub Gabon. To są produkty ogólnie do zwalczania owadów. Owszem w ulu zwalczają przede wszystkim roztocza, ale w mniejszym stopniu oddziałują również na pszczoły. Stosowany u nas schemat zwalczania pasożyta nie rozróżnia stopnia porażenia pszczół i aplikowany jest automatycznie: „My je wszystkie uratujemy i będziemy działać na tych, które przeżyją leczenie chemiczne".

Pan Dworski promuje ideę wyhodowania pszczół, które z chorobą poradzą sobie same. Niestety hodowla bez ostrej chemii dozwolona jest tylko dla zarejestrowanych hodowli ekologicznych (chodzi o Republikę Czeską - przyp. tłum.). Zwykły pszczelarz zmuszany jest przez weterynarza do leczenia rodzin trującymi substancjami. Choć tej walki Dworski jeszcze nie wygrał, to zdecydowanie, nie zamierza się poddawać. Intensywnie pracuje nad znalezieniem i rozmnażaniem takich linii pszczół, które wyeliminują obecną konieczność leczenia pszczół. "Na selekcję poprzez dobór naturalny nikt się dzisiaj nie ośmieli, ponieważ logiczne jest, że na początku muszą przyjść straty. Natura jest trudna, ale sprawiedliwa "- przekonuje Dworski.

Pszczoła miodna jest trzecim najbardziej użytecznym zwierzęciem hodowanym przez człowieka w Europie. Od wczesnego średniowiecza, kiedy ludzie zaczęli oznaczać drzewa, w których żyją pszczoły, hodowla pszczół ewoluowała do dzisiejszej postaci, która pasuje ludziom, ale od pierwotnego naturalnego środowiska pszczół różni się bardzo. "Pszczołom nie możemy już w dzisiejszych warunkach odtworzyć ich oryginalnego środowiska, ale możemy próbować zbliżyć się do niego w jak największym stopniu. Powinniśmy zachowywać się tak, aby pszczoły były tutaj jak odejdziemy" - kończy swoją opowieść Leosz Dworski, dodając że już się cieszy z nadchodzącej emerytury: „Będę mieć znowu 150 uli”.

W głowie ma już kolejny projekt, ale mówić o nim nie chce i nieco tajemniczo kończy naszą rozmowę.

Autor: Eva Zahradnicka
Tłumaczył: Pastaga, Pasieka Warroza
Konsultacja: Boleslav
Oryginał z 21.03.2015 roku na licencji CC BY znajduje się tutaj: http://www.galerie-ne.cz/profily/detail/id/142/leos-dvorsky-nejtezsi-je-zbavit-se-toho-stareho-mysleni


Wyjaśnienie na wszelki wypadek. Nie z każdym artykułem, który tu się ukazuje w formie tłumaczenia w całości lub we fragmentach autor tego bloga zgadza się całkowicie. Czasem artykuły zostają opublikowane, choćby dla dobra poznania różnych opinii i wyrobienia sobie własnej, lub z chęci poszerzenia odbiorców jakiś artykułów również na język polski. Za teksty odpowiada ta osoba, która się pod nim podpisała. Tłumacz może odpowiadać jedynie za poprawność tłumaczenia.